Monthly Archives: Grudzień 2015

Czechów stosunki z Bogiem

Mariusz Sczygieł - Zrób sobie raj We wstępie do swojego zbioru reportaży Zrób sobie raj Mariusz Szczygieł wyznaje: „Marzyła mi się książka o moim ulubionym kraju bez napinania się. Żeby nie musiała odzwierciedlać, obiektywizować, syntetyzować”. A jednak, śmiem twierdzić, autor odzwierciedla, obiektywizuje i syntetyzuje wcale śmiało i gęsto, aczkolwiek w różnym stopniu, w różnych celach i z różnym skutkiem.

W jego książce odzwierciedlają się bowiem nie tylko poglądy, przekonania i mentalność bohaterów poszczególnych reportaży – trudno też, ze względu na specyfikę gatunkową, aby było inaczej – ale i samego autora: „Moja życiowa filozofia, którą powoli wypracowuję, to: nie mieć żadnych oczekiwań”. Nade wszystko zaś odzwierciedla się i syntetyzuje, w pewnym sensie więc także obiektywizuje, charakter narodowy Czechów: „Czeska kultura nie lubi wzniosłości i patosu”, a przy okazji i Polaków: „Czesi, w przeciwieństwie do Polaków, wciąż jeszcze wykazują minimum zaufania do świata”. Lub: „w jednym oku siedzi nam [Polakom] etos, a w drugim patos”.

Wydaje się też, że zwierciadło przechadzające się po czeskim gościńcu potrzebne było autorowi głównie po to, aby mogli się w nim przejrzeć Polacy – co nie jest pomysłem nowym – „nasz naród do życia nie potrzebuje na przykład autostrad i dlatego prawie ich nie mamy. Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia. Dopiero, kiedy pojawia się nieszczęście – nieudane powstanie warszawskie czy inna klęska – jesteśmy kimś. Krzywda nas wywyższa ponad inne narody. Polska kultura jest kulturą nekrofilską. Śmierć powoduje uszlachcenie człowieka. Wiele lat w historii Polski walczyliśmy o swoją niepodległość i ciągle umieraliśmy za ojczyznę. Polacy są więc lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów”. Czesi, ma się rozumieć, zupełnie inaczej – co tym bardziej te cechy (zarówno Czechów, jak i Polaków) uwydatnia.

Na ile Szczygieł dystansuje się od takiego modelu Polaka „w ogóle” (ironia), na ile zaś od takiego Polaka „w sobie” (autoironia), trudno czasem rozstrzygnąć, co budzi – może i niezdrową, ale retorycznie efektywną – ciekawość czytelnika: kto zacz, w głębi duszy, ów Szczygieł? Wierzący on w końcu (w Boga, w Polskę) czy nie? Tymczasem jednak zdani jesteśmy wyłącznie na domysły lub takie na przykład niejasne, bo niepotwierdzone, opinie – czy też tylko zapytania – bohaterów: „Pan też jest taki przypadek: niewierzący, ale praktykujący?” Niewykluczone, że są to także pytania, które autor zadaje sam sobie.

W moim osobistym mniemaniu, wszystkie te zabiegi razem wzięte wychodzą ostatecznie książce na dobre. Bez odzwierciedlania, obiektywizowania i syntetyzowania byłaby ona pozbawiona indywidualnego charakteru, sygnatury autorskiej osobowości, zmierzając w kierunku suchej, możliwie obiektywnej informacji, relacji czy po prostu przytaczania cudzych słów (wbrew pozorom, zabieg obiektywizowania, jako najzupełniej subiektywny, jest tej tendencji sprzeczny). Z drugiej strony, jednoznacznie wyrażana postawa pisarza uczyniłaby z niej wypowiedź nazbyt może tendencyjną, skłaniając odbiorcę bardziej do interpretowania jego przekonań niźli poglądów i postaw jego bohaterów.

Z IV strony okładki dowiadujemy się, iż książka „łączy pamiętnik z esejem, felietonem i reportażem”. Żaden z tych gatunków, jak wiemy, nie rości sobie pretensji do bycia „kompetentnym przewodnikiem”, aczkolwiek kompetencji autorowi w wielu kwestiach najwyraźniej nie brakuje. Owa trudność z jednoznacznym określeniem gatunkowym nie świadczy też o jakimś szczególnym nowatorstwie poczynań autora czy wymyślnym mieszaniu konwencji – raczej o niewydolności teoretycznych systemów porządkujących, niepotrafiących sobie poradzić z klasyfikacją dość nieskomplikowanej w gruncie rzeczy pisarskiej formuły. Jak by ją niezobowiązująco określić? Jako reportażową jednak, częściej przy tym skłaniającą się ku odmianie fabularnej, ograniczającej interpretację i komentarz (a więc rodzaju informacyjnego), rzadziej ku odmianie problemowej (publicystycznej). A może prościej, jak to uczynił autor, jako „notatkę z lektur i ze spotkania z ludźmi, których chciałem tam spotkać”. Owa „notatka”, rozpisana na blisko 300 stron, ma być przy tym „wyłącznie o tym, co mnie zafascynowało przez ostatnich dziesięć lat, od kiedy pierwszy raz przyjechałem do tego kraju”. Czyli o czym?

Tematów głównych jest kilka: osobowości artystyczne, historia, Bóg (wiara), śmiech w życiu Czechów (smakowity rejestr cytatów na s. 207-208), ich zbiorowa (narodowa) świadomość, narodowa mentalność.

Portrety kilku czeskich artystów (Davida Černego – autora rzeźby przedstawionej na okładce, Syn Boży – model do składania, która kogo trzeba obrazi; satyryczno-wulgaryzującego poety-filozofa Egona Bondy’ego; kontrowersyjnego fotografa Jana Saudka; pisarki i celebrytki o ponadprzeciętnym biuście Haliny Pawlowskiej i in.) składają się na mozaikę osobowości ekscentrycznych, niepokornych i bulwersujących. Czyli artystów z krwi i kości – od tej też strony, bardziej ludzkiej, zostali oni przedstawieni; jako mający wzbudzać – aczkolwiek nie bez pewnych zastrzeżeń – sympatię, co zresztą autor taktownie pozostawia w dużej mierze w gestii czytelników.

 Jest to także książka o – z polskiej perspektywy cokolwiek ekscesywnym – stosunku Czechów do Boga, chrześcijaństwa i wiary w ogóle. Pomysł na rozdział Jak się państwu żyje bez Boga? zrodził się od przypadkowo podsłuchanej rozmowy dwóch nastolatek w tramwaju: „– Co to jest? – Jezus na krzyżu. Srebrny! Babcia mi dała. – I ty zamierzasz tego trupa nosić?! – Ale on jest ładny! – Tylko że nieżywy”. Trzeba przyznać, że Szczygieł ma wyjątkowe ucho do wyłapywania podobnych wypowiedzi, które same w sobie, bez dodatkowej literackiej obróbki, stanowią metaforyczny skrót danego zjawiska, esencję wycinka rzeczywistości, a zarazem wyjątkowo celny, czasami też świadomie przejaskrawiony komentarz do tej rzeczywistości – tym swobodniejszy, że wyrażony przecież cudzymi słowami.

Podobna strategia została wykorzystana do przedstawienia polskiej perspektywy: „Poprosiłem polskich katolików, aby zadali pytanie niewierzącym w Czechach. «Jak się państwu żyje bez Boga?». Odpowiedzi były w gruncie rzeczy podobne: Normalnie; Całkiem fajnie; Przyjemnie; Lżej niż z Bogiem; Jak bez tyrana; bez wiary katolickiej jest lepiej, bo nie boję się, że nie będę zbawiona. Czecha ateistę generalnie śmieszy lub denerwuje, gdy Polacy, z którymi się styka, usiłują go przekonać, że jeśli nie wierzysz, to nie wyznajesz wartości; że nie mając katolickich zasad, nie można być dobrym człowiekiem”.

Na wyraźnie tendencyjne, w zamiarze retoryczne, pytania wierzących z Polski, w których anonsuje się brak zrozumienia dla postaw odmiennych od własnej – „Jeśli zawiodą cię wszyscy ludzie, do kogo się zwrócisz? Jaki jest dla ateisty sens cierpienia? Czy boisz się śmierci? A skąd się w pani dobro bierze, jeśli nie z Boga?” – Czesi reagują zazwyczaj zdziwieniem. Na słynny, acz wyrażony cokolwiek naiwnie, „przeklęty problem” Dostojewskiego: „Jeśli nie ma życia po śmierci, a po nim ani kary, ani nagrody, to jaki jest sens bycia dobrym?”, Ondřej odpowiada pytaniem: „Czy te pytania wymyślała jakaś stara babcia? Być dobrym, bo inaczej kara po śmierci? Być dobrym ze strachu przed Bogiem?”. Bo rzeczywiście, pytania „wierzących z Polski” odzwierciedlają (właśnie) wyraźną instrumentalizację ich wiary: wierzą, aby móc się do kogo zwrócić w potrzebie (jak trwoga, to do Boga), aby nadać sens cierpieniu, aby pokonać strach przed śmiercią, aby zasłużyć na nagrodę, ustrzec się kary itd. „Nie wyobrażam sobie życia bez Boga. Wyobrażam sobie, że człowiek, który tego nie ma, jest przestraszony. Tym, co się stanie po śmierci, i tym, jak wygląda jego życie”. „Nie wyobrażam sobie”, otóż to. W wypowiedziach tych uderza niemożność wyjścia poza ograniczenia własnej perspektywy, brak zrozumienia innych przekonań i dystansu do własnych, innymi słowy – brak zwyczajnej ludzkiej empatii.

Trzeba jednak przyznać, że podobny brak zrozumienia i podobną interesowność wykazują czasem także ateistycznie zorientowani, choć często afirmujący podobne wartości Czesi: „Ja staram się być dobra, bo mi się to opłaca. Uważam, że im jesteś lepszym człowiekiem, tym twój pobyt tutaj jest bardziej do wytrzymania”.

Dla wielu Polaków „niczym nieskrępowany stosunek Czechów do sacrum” niejednokrotnie okaże się zapewne nie do przyjęcia: „W najbardziej ekstremalnym odcinku komiksu [Zielony Raoul] prawicowy poseł Pavel Tollner – znany przeciwnik rejestracji związków homoseksualnych – odbywa stosunek z Jezusem Chrystusem”. W takich przypadkach, jak się należy domyślać, chodzi nie tyle o „budzenie z intelektualnej drzemki”, ile o marketingowe posługiwanie się pospolitą współcześnie strategią skandalu.

Generalnie jednak polskiemu katolikowi dobrze chyba zrobi poznanie i przemyślenie postaw z jego punktu widzenia ekscesywnych, z innego zaś najzupełniej, jak się okazuje, powszechnych.

Podsumowując, teksty składające się na Zrób sobie raj przynoszą garść informacji zajmujących – zgodnie z przykazaniem: przede wszystkim nie nudzić – często mało znanych i podanych w inteligentny, przejrzysty sposób, najczęściej stylem oszczędnym, rzeczowym, quasi-sprawozdawczym, nierzadko aforystycznym, dążącym do nieubłaganej puenty, często mocnej i zaskakującej. Książka rzeczywiście robi wrażenie napisanej z „sympatii przedstawiciela jednego kraju do innego kraju i bez napinania się”, czego autor nie musiał specjalnie deklarować we wstępie.

Grzegorz Tomicki

 

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s. 292

Pierwodruk: „Odra” 2011, nr 4

(function() {
var a4bstag = document.createElement(‚script’);
a4bstag.type = „text/javascript”;
a4bstag.async = true;
a4bstag.src = ‚http://www.a4b-tracking.com/pl/buybox/793/9788379762613,9788379762620/Baxter,%20Lotnisko%20w%20Monachium’;
document.getElementsByTagName(„head”)[0].appendChild(a4bstag);
})();

Widget Afiliant Matras
affbanid=371;document.write(”+”);

Leave a Comment

Filed under Literatura faktu, Literatura polska, Reportaż

Panie i panowie, powtarzamy. Z Darkiem Foksem rozmawiam o jego nowej książce „Historia kina polskiego”

Grzegorz Tomicki: Darku, chciałbym zacząć od powtórzenia. Posługujesz się nim od początku swojej twórczości – zaczęło się od tautologicznych wzmianek typu „Gość obok jest gościem, który / jest obok”. Jak się właśnie okazuje, do tej pory używałeś powtórzenia w ograniczonym zakresie. W Historii kina polskiego idziesz na całość. Opowiadana w Historii… historia jawi się jako historia powtórzeń, zakłócana z rzadka przez nowe treści. Przewaga datum nad novum jest przytłaczająca – wydaje się, że następnym krokiem może być już tylko utwór składający się z dokładnie jednakowych rozdziałów. Nie sposób przy tym nie zauważyć, że owym nowym informacjom przysługują dość wąskie ramy, kontekst jest bowiem mocno ograniczający. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby to, co w każdym rozdziale – poza pierwszym, który wyznacza wzorzec – mówi się w Historii… nowego, stanowiło anomalię, zaburzenie, a może lepiej: wyjątek od reguły, który tę regułę jednocześnie potwierdza i podważa, który ją określa i jest przez nią określany. Spytam więc z głupia frant: jaką funkcję w Twojej najnowszej książce pełni powtórzenie? A bardziej subtelnie: jaka jest relacja pomiędzy datum a novum?

Foks Darek - Historia kina polskiego

Darek Foks: Do piętnastego roku życia byłem posyłany co tydzień do kościoła. Słyszałem tam tylko i wyłącznie powtórzenia. Nie bierz tego do siebie, proszę, ale tylko dlatego, że jakiś klecha zrył mi beret, muszę regularnie (też powtórzenie) odpowiadać na trudne literaturoznawcze pytania. Powtórzenie ma tutaj pomagać pamięci w pracy, bo na mnie tak to właśnie działa. Miałem pomysł, żeby Historia… składała się z dokładnie jednakowych rozdziałów, ale w ostatniej chwili pomyślałem sobie, że takie rzeczy to już jednak po pięćdziesiątce. No i byłoby w niej mniej świństw i innych żartów. Novum grzeje, datum ziębi.

Czyli Historia… ma „ziębić” i „ryć beret”? Jak sądzę do jakiegoś nieprzewidywalnego skutku? Żeby coś tam jednak na boku – po partyzancku – odgrzewać? żeby zagrzewać?

Zagrzewać do walki. Jakiejkolwiek.

Tytuł trzeciego rozdziału – Nowe filmy, stare narracje – prowokuje do potraktowania go jako skrótowej diagnozy współczesnego filmu polskiego. O ile mnie jednak intuicja nie myli, nie chodzi tylko – a pewnie i nie przed wszystkim – o film? Nie jestem z branży, więc spytam: dobrze kombinuję?

Przeczytałem właśnie nowy wiersz Adama Wiedemanna pod tytułem Rozmnożenie. Fragment bardzo tutaj pasuje: „To cudze rozmnożenie pozbawia nas / miejsca, gdzie my żyjemy? Nigdzie, nikt już / nie powie nikomu, skąd pochodzi ten cytat. / Filmy robione są dla rozmnożonych, mnożących / się, książkami wykładane są ściany, od których / odbija się muzyka rozmnożonych w nieludzkim / tempie, niemowlęta wkraczają do sklepów, / gdzie już w ich głowach kiełkuje mechanizm // wykluczenia, rosną zastępy ludzi grzęznących / po uszy we własnym mechanizmie”. To świetna diagnoza wszystkiego.

Spośród wielu możliwych interpretacji „nowych filmów, starych narracji” nasuwa mi się też taka: „nowe filmy” to nowe sytuacje, w jakich znajduje się człowiek (tzw. konsument kultury), nowe dyskursy, nowe języki, nowe opowieści, nowe formy literackie i nieliterackie, nowe sposoby komunikowania myśli – „stare narracje” zaś to powracające w zmienionej postaci stare schematy, idee, stereotypy, uprzedzenia, konwencje myślowe, pozorne oczywistości, kompleksy, mity, fantazje, mechanizmy psychiczne i tym podobne ramy, poprzez które oglądamy rzeczywistość i samych siebie.

Od dnia, w którym przestałem chodzić do kościoła, więcej czasu spędzam w księgarniach. W ostatnich latach raz na kwartał robię badanie. Na chybił trafił wybieram dziesięć nowych powieści (staram się przy tym, że kobiety i mężczyźni kompromitowali się po równo), otwieram na pierwszej stronie, czytam pierwszy akapit, za każdym razem odkładam wszystkie na półkę i wychodzę, zastanawiając się, po co zostały wydane i kto je czyta.

Historii… powraca też motyw psa. Pojawia się on w fotografiach – także tej na okładce – oraz w motcie wziętym z tekstu Romana Jakobsona o znaczącym tytule Upadek filmu? Cytuję w całości: „Pies nie poznaje namalowanego psa, ponieważ obraz jest przede wszystkim znakiem – malarska perspektywa jest artystyczną konwencją, środkiem formalnym. Pies szczeka na filmowe psy, albowiem tworzywem kina są realne rzeczy, ale pozostaje ślepy wobec montażu, wobec znakowej współzależności rzeczy, które widzi na ekranie”. Czy tym psem jest współczesny everyman – o którym, jak mówią, nieustannie piszesz – szczekający na znaki kultury, w których widzi realne rzeczy, ale jest ślepy na strukturalne powiązania pomiędzy nimi? I nie potrafi rozumiejąco ogarnąć całości, w której żyje, a tym samym i własnego bycia-w-świecie? Szczeka, bo się boi tego, czego nie rozumie? Szczeka, czyli wypowiada/konstruuje niby-swoje sądy, przekonania, narracje, idee, teorie, podczas gdy faktycznie stanowią one chaotyczną, logicznie niespójną, nieświadomie przyswojoną zbitkę znaków (znaczeń i sensów)? Szczeka, bo nie orientuje się w kodzie kulturowym, tworzącym ludzką rzeczywistość?

Pies szczeka, bo lubi. I ma gdzieś sztukę. Człowiek bez sztuki też by jakoś przeżył. Szkoda, że trwa w uporze i coś tam jeszcze kleci.

W warstwie fabularnej niewiele się w Historii… dzieje. Całe bloki tekstu to powtórzenia dość banalnego w pierwszym oglądzie dialogu, a małe bloczki (blotki) nowej treści w sumie niewiele nowego wnoszą. Czy w Twojej książce ważniejsza ta druga część, której nie napisałeś?

Ważne jest to, co czytelnik ma w głowie. Dostaje słowa i obrazy. To powinno mu wystarczyć do uruchomienia łepetyny. Jeśli nie zadziała, może sobie poczytać jedną z tych powieści, które odłożyłem na półkę. Przynajmniej będzie biedak na czasie.

Kto (co) gwałci kino polskie? Ów człowiek-pies, który nie rozpoznaje obrazu samego siebie i innych ludzi, ponieważ kiepsko orientuje się w znakach?

Kino polskie gwałci ten, kto daje pieniądze na film. To zawsze jest ktoś, kto „nie rozpoznaje obrazu samego siebie i innych ludzi, ponieważ kiepsko orientuje się w znakach”.

A co z tymi, którzy potem wydają pieniądze, aby te filmy oglądać? Nie gwałcą?

Ci gwałcą siebie.

Tradycyjnie nie ułatwiasz zadania odbiorcy. Skazany jest on na „analizę niepewnych analogii”, że posłużę się tytułem części IX. Nie pozostawiasz mu aby zbyt dużego pola do interpretacyjnych nadużyć? Albo przeciwnie: nie skazujesz go na nieuchronne niedoczytanie?

Jakoś nie chce mi się pochylać nad losem czytelnika, a już na pewno nie w przypadku moich prac. Historia… ma już na koncie paru zadowolonych odbiorców, którzy nie potrzebowali żadnych podpowiedzi.

Czy w literaturze wszystko już było? A co będzie?

Wszystko już było w literaturze, filmie, polityce, handlu etc. W literaturze będą przekłady starszych ciekawych rzeczy, których do tej pory nie był po polsku. Trochę jeszcze tego zostało, więc nie ma co płakać.

Czy uważasz, że grozi nam „przemiana naszych domów murowanych w nasze domy drewniane”?

Polsce grozi nie tylko to. Polsce grozi wszystko. Polskę czeka powtórzenie, o którym nawet mnie się nie śniło. W związku z tym zagrożeniem parę dni temu nabyłem w promocji domenę chrzestpolski.com, która z jakichś niezrozumiałych dla mnie względów była wolna. Urodziłem się w 1966 roku, więc doszedłem do wniosku, że może się przydać. I że powinienem w jakiś sposób podziękować Polsce za te wszystkie spierdolone lata. Założę stronę i sobie poopisuję. Internet jest tak skonstruowany, że mogę mieć spore grono przypadkowych ultrakatolickich czytelników. Na nich liczę najbardziej. Na początek zajmę się opisem renesansu architektury drewnianej w naszym kraju, czyli nową scenografią. Później chciałbym opisać bohaterów i fabułę tego bardzo słabego, za długiego i do tego niemego filmu, w którym właśnie zaczęliśmy statystować. Jestem ateistą, więc z definicji będę obiektywny podczas tej odpowiedzialnej pracy.

Czyli zamierzasz atakować powtórzenie powtórzeniem? Wygląda to na nigdy niekończącą się Historię… Bo w końce jakoś nie wierzę. Chyba że w ten ostateczny, jako że urodziłem się w roku 1965 i pięćdziesiątkę mam już za sobą…

Powtórzenie jest najlepszym lekiem na powtórzenie. Czym się strułeś, tym się lecz.

Dzięki za odpowiedzi. Wybacz „trudne literaturoznawcze pytania”. Mogę zapalić?

To ja dziękuję, Grzegorzu. Możesz.

 

Rozmowa ukazała się w:
Przystań / Biuro Literackie, Grudzień 2015

Darek Foks, Historia kina polskiego

 

Leave a Comment

Filed under Proza polska, Rozmowa